Co jest do zrobienia?
Dostępność architektoniczna i wyposażenie w nowoczesne urządzenia, którymi chwali się wiele instytucji kultury to niewątpliwie krok w dobrą stronę. Czy jednak wystarczy, żeby osoby ze szczególnymi potrzebami zaczęły szturmować ich drzwi? Najpiękniejsza winda nie przyciągnie, jeśli osoba nie będzie zainteresowana tym, co dzieje się wewnątrz budynku. Decydujące znaczenie ma bowiem dobrze przygotowana, nowoczesna oferta. I nie chodzi tu tylko o to, z czego można skorzystać i co można wypożyczyć: książki z dużym drukiem, książki sensoryczne, gry, okulary do wirtualnej rzeczywistości, czytaki, audiobooki… Do tych rzeczy osoby z orzeczeniem o niepełnosprawności często mają dostęp, bez pomocy biblioteki czy innej instytucji publicznej. Chodzi przede wszystkim o dobrą atmosferę i możliwość miłego i atrakcyjnego spędzenia czasu. Atrakcyjnego, a więc dostosowanego do zainteresowań i możliwości uczestnika. Wydarzenia powinny być tworzone, a w zasadzie współtworzone, tak, by każdy mógł w ich trakcie poczuć się uszanowany, zainteresowany, kompetentny i miał okazję wykazać się tym, w czym jest najlepszy. Możemy zapewnić pętlę indukcyjną, a nawet świetnego tłumacza Polskiego Języka Migowego, a Głusi i tak nie przyjdą na spotkanie, którego temat kompletnie ich nie interesuje, bo na przykład dotyczy powieści eksperymentalnej napisanej w języku polskim, który jest dla nich drugim językiem. Jeśli natomiast wcześniej ustalimy z potencjalnymi uczestnikami tematykę spotkania i nazwiska zaproszonych gości, stworzymy wydarzenie atrakcyjne dla osób ze szczególnymi potrzebami, a także całej reszty bibliotecznej społeczności. Bo przecież chodzi o to, żeby kultura łączyła bardzo różne osoby, które w trakcie spotkania mogą wiele się od siebie nauczyć i poszerzyć horyzonty i wyjść ze swoich „baniek”.
Wnioski grantowe, które wszyscy obecnie wypełniają, wymagają precyzyjnego wskazania „grupy docelowej”. Tym sposobem uczestnicy dzieleni są sztywno na grupy etniczne, wiekowe i rodzaje niepełnosprawności. Przy czym podziały skupiają się najczęściej na tym, czego ludzie „nie mogą”, a nie na tym, w czym są bardzo dobrzy. A przecież nie ma powodu, by biblioteczny dyskusyjny klub książkowy podzielony był na sekcję dla widzących i niewidomych. Dziś wszyscy mają dostęp do książek w dowolnej formie, a wielu niewidomych, czytających bardzo dużo za pomocą swoich smartfonów podnosi polskie statystyki czytelnictwa. Dlaczego oczytany niewidomy animator nie mógłby być liderem takiego klubu? Wielu Głuchych ma świetną wyobraźnię przestrzenną. Są w stanie poprowadzić ciekawe zajęcia plastyczne, fotograficzne, teatralne czy gier planszowych dla mieszanego zespołu uczestników. Podobnie jest z seniorami. Wielu z nich to aktywni, wykształceni, doskonale radzący sobie z nowymi technologiami ludzie, jak choćby emerytowani informatycy i elektronicy, którzy od lat dziewięćdziesiątych komputeryzowali Polskę. Są teraz w najlepszym momencie, by dzielić się z osobami w różnym wieku swoimi ciekawymi doświadczeniami i wiedzą. A w ramach „zajęć dla seniorów” wtłacza się ich często w stereotyp bezradnego staruszka, którego trzeba wyciągać z cyfrowego analfabetyzmu. Jakby świadomość zatrzymała się na etapie z początku wieku i nikomu nie przyszło do głowy, że nadciągnęło już nowe pokolenie emerytów o zupełnie innych możliwościach i potrzebach.

